Żałoba migracyjna – strata, o której prawie się nie mówi

zaburzenia emocjonalne smutek
Autor: Karolina Rak

Kiedy wyobrażamy sobie emigrację, najczęściej myślimy o tym, co można dzięki niej zyskać. Lepsze zarobki. Więcej możliwości. Nowy początek. Życie w miejscu, o którym kiedyś marzyliśmy.

Rzadziej rozmawiamy o tym, co zostaje po drodze utracone. A przecież nawet najbardziej świadoma i długo wyczekiwana przeprowadzka oznacza pożegnanie z jakąś częścią dotychczasowego życia.

Być może znasz to uczucie. Wracasz do Polski po kilku latach za granicą i przez chwilę wszystko wydaje się dokładnie takie, jak zapamiętałaś. Słyszysz język, którego nie musisz tłumaczyć sobie w głowie. Wchodzisz do sklepu i odruchowo rozumiesz wszystko. Spotykasz bliskich.

A jednak coś się nie zgadza. Po kilku dniach orientujesz się, że nie czujesz się już tutaj tak swojsko jak kiedyś. Kilka tygodni później wracasz do kraju, w którym mieszkasz na co dzień. Rozpakowujesz walizki i nagle zaczyna Ci brakować Polski. Nawet rzeczy, które kiedyś Cię irytowały.

I właśnie wtedy pojawia się pytanie: Co jest ze mną nie tak? Najczęściej odpowiedź brzmi: nic. To, czego doświadczasz, może być naturalną reakcją na życie między światami.

Wiele osób mieszkających za granicą nosi w sobie poczucie straty, którego nie potrafi nazwać. Bo przecież emigracja często jest spełnieniem marzeń. Daje nowe możliwości, bezpieczeństwo, rozwój zawodowy czy lepszą jakość życia. Skoro więc wszystko poszło „dobrze”, to skąd ten smutek? Skąd tęsknota, która wraca w najmniej spodziewanych momentach? Skąd poczucie, że część Ciebie została gdzieś indziej?

Jedną z odpowiedzi może być właśnie żałoba migracyjna.

Czym jest żałoba migracyjna?

Wiele osób mieszkających za granicą przez lata próbuje znaleźć nazwę dla swojego doświadczenia. To nie jest wyłącznie tęsknota ani zwykły stres związany z przeprowadzką. To raczej poczucie, że coś ważnego zostało po drodze utracone, nawet jeśli trudno wskazać dokładnie co.

Psychologia nazywa ten proces żałobą migracyjną (migratory mourning). Jest to reakcja na straty związane z opuszczeniem kraju pochodzenia i budowaniem życia w nowym miejscu.

Choć słowo „żałoba” najczęściej kojarzy się ze śmiercią, w rzeczywistości dotyczy każdej ważnej utraty. A migracja składa się z wielu takich pożegnań, niektórych oczywistych, innych zauważanych dopiero po czasie.

Co tracimy, wyjeżdżając? Wielowymiarowość straty

Kiedy ktoś mówi o emigracji, najczęściej słyszymy o odwadze, zmianie i nowych możliwościach. Znacznie rzadziej o kosztach. A te bywają większe, niż początkowo zakładamy.

Jedną z pierwszych rzeczy, które tracimy, jest swoboda. Nawet jeśli dobrze znamy język nowego kraju, przez długi czas możemy mieć poczucie, że nie wyrażamy siebie tak, jak chcemy. Że coś gubimy pomiędzy tym, co czujemy, a tym, co jesteśmy w stanie powiedzieć.

Przeczytaj także: Wpływ języka i kultury na tożsamość na emigracji

Tracimy również relacje. Nie tylko te najbliższe. To także pani w kawiarni, która wiedziała, jaką kawę wybierzesz. Przyjaciel, do którego można było wpaść bez zapowiedzi. Sąsiadka, która pamiętała Cię jeszcze sprzed kilku lat.

Na emigracji wiele osób doświadcza również utraty statusu zawodowego lub poczucia kompetencji. To szczególnie trudne dla tych, którzy przed wyjazdem czuli się pewnie w swojej pracy i swoim środowisku. Nagle trzeba uczyć się wszystkiego od nowa.

Ale są też straty mniej oczywiste. Krajobrazy, zapachy, pory roku, sposób świętowania, żarty, które rozumiemy bez tłumaczenia. Codzienność składa się z tysięcy drobnych elementów. Dopiero gdy ich zabraknie, zaczynamy dostrzegać, jak bardzo pomagały nam czuć się u siebie.

Żałoba migracyjna nie dotyczy tylko przeszłości

Kiedy myślimy o stracie, zwykle patrzymy wstecz. Za tym, co było. Za tym, co zostawiliśmy.

Tymczasem żałoba migracyjna często dotyczy również przyszłości, która nigdy się nie wydarzy. Być może wyobrażałxś sobie, że będziesz obserwować starzenie się rodziców z bliska. Że Twoje dzieci będą dorastać obok kuzynów. Że święta zawsze będą wyglądały tak samo. Że pewne relacje pozostaną niezmienne.

Migracja sprawia, że niektóre z tych scenariuszy przestają być możliwe. I choć rzadko o tym mówimy, również to może być źródłem żalu. Nie opłakujemy wyłącznie tego, co było. Czasami opłakujemy również życie, które mogłoby się wydarzyć.

Dlaczego żałoba migracyjna bywa niewidzialna?

Jednym z najtrudniejszych aspektów żałoby migracyjnej jest to, że często nie dajemy sobie prawa do jej przeżywania. W końcu wyjazd był naszym wyborem.

Przecież „powinno być lepiej”. Przecież osiągnęliśmy to, o czym marzyło wiele osób. Dlatego zamiast mówić o stracie, próbujemy ją umniejszać. Tymczasem możliwość odczuwania bólu nie zależy od tego, czy decyzja była słuszna.

Można kochać swoje życie za granicą i jednocześnie doświadczać żałoby po świecie, który został za nami.

Psychologia określa takie doświadczenie mianem żałoby nieuznanej (disenfranchised grief). To strata, której otoczenie często nie dostrzega lub nie traktuje poważnie. A przecież utrata domu nie zawsze oznacza utratę budynku. Czasem oznacza utratę poczucia zakorzenienia.

Jak może wyglądać żałoba migracyjna?

Żałoba migracyjna nie zawsze wygląda jak smutek. Czasami oczywiście nim jest, ale równie często przybiera zupełnie inne formy. Możesz czuć:

  • Rozdrażnienie, frustracjęalbo poczucie ciągłego zmęczenia.
  • Zazdrość wobec osób, które mieszkają blisko rodziny.
  • Wzruszenie, gdy przypadkiem usłyszysz swój język w obcym mieście.
  • Możesz przeglądać oferty mieszkań w Polsce, mimo że nie planujesz powrotu.
  • Możesz mieć nieustanie powracające pytanie: „Czy zostać, czy wrócić?”

Niektóre osoby przez lata żyją w zawieszeniu. Odkładają ważne decyzje, bo mają poczucie, że ich „prawdziwe życie” zacznie się później. Kiedy wrócą. Albo kiedy w końcu zdecydują się zostać. Problem polega na tym, że zawieszenie samo w sobie bywa bardzo wyczerpujące.

Żałoba migracyjna a depresja – jak odróżnić jedno od drugiego?

Wiele osób zastanawia się, czy przeżywa żałobę migracyjną, czy może depresję.

Żałoba migracyjna zwykle jest związana z konkretną stratą. Emocje pojawiają się falami i często mają związek z określonymi wydarzeniami – świętami, wizytą w kraju, rozmową z rodziną czy ważnymi momentami życiowymi. Mimo trudności wiele osób nadal potrafi odczuwać radość, zaangażowanie i satysfakcję w innych obszarach życia.

Depresja częściej obejmuje całe funkcjonowanie człowieka. Obniżony nastrój nie dotyczy wyłącznie emigracji, ale przenika również inne sfery życia. Pojawia się poczucie beznadziei, trudność w wykonywaniu codziennych obowiązków czy utrata zainteresowania rzeczami, które wcześniej były ważne.

Oba doświadczenia mogą występować jednocześnie. Jeżeli cierpienie staje się przytłaczające lub znacząco utrudnia codzienne funkcjonowanie, warto poszukać profesjonalnego wsparcia.

Jak może przebiegać żałoba migracyjna?

Żałoba migracyjna rzadko przebiega według uporządkowanych etapów. Nie istnieje moment, w którym można powiedzieć: „przeszłam już przez wszystko”.

Na początku często pojawia się zachwyt i mobilizacja. Wszystko jest nowe, intensywne i pełne możliwości. Większość energii pochłania organizowanie życia.

Z czasem przychodzi jednak moment konfrontacji z kosztami migracji. Codzienność wymaga więcej wysiłku, niż początkowo zakładaliśmy. Pojawia się zmęczenie, samotność lub poczucie wyobcowania.

Pojawiają się też relacje, rytuały i miejsca, które dają poczucie przynależności. Emigracja przestaje być wyłącznie doświadczeniem, a staje się częścią naszej historii.

To jednak nie oznacza końca procesu. Jedną z charakterystycznych cech żałoby migracyjnej są powracające fale tęsknoty i straty. Mogą pojawiać się po latach, uruchamiane przez ważne wydarzenia, chorobę bliskich, narodziny dziecka czy wizytę w kraju.

Tęsknota za domem a utrata tożsamości

Emigracja zadaje pytania, których wiele osób nigdy nie musi sobie zadawać.

  • Kim jestem, jeśli nie definiuje mnie miejsce, z którego pochodzę?
  • Gdzie jest mój dom?
  • Do którego świata należę?

Wiele osób mieszkających za granicą doświadcza poczucia, że nie pasuje w pełni do żadnego miejsca. Za granicą pozostają „tym z Polski”. W Polsce coraz częściej słyszą, że są „już bardziej stamtąd”. To doświadczenie bywa bolesne, ale może również prowadzić do budowania bardziej złożonej tożsamości – takiej, która potrafi pomieścić różne języki, doświadczenia i miejsca.

Żałoba migracyjna a syndrom Ulissesa

Choć oba pojęcia bywają mylone, nie oznaczają tego samego.

Żałoba migracyjna jest naturalną reakcją na utratę i zmianę.

Syndrom Ulissesa odnosi się natomiast do przewlekłego stresu migracyjnego, który pojawia się wtedy, gdy osoba przez długi czas doświadcza przeciążenia, izolacji, niepewności czy trudności finansowych.

Można powiedzieć, że żałoba migracyjna jest częścią ludzkiego doświadczenia migracji, podczas gdy syndrom Ulissesa opisuje sytuację, w której ciężar tego doświadczenia staje się wyjątkowo duży.

Czytaj także: Syndrom Ulissesa – obawy stresu emigracyjnego i jak sobie z nimi radzić

Jak przejść przez żałobę migracyjną?

Nie istnieje sposób, który całkowicie usunie tęsknotę. I być może nie taki powinien być cel.

Żałoba migracyjna nie jest problemem do naprawienia. Jest doświadczeniem, które warto zrozumieć i przeżyć.

Pomaga tworzenie rytuałów ciągłości. Kontakt z językiem. Pielęgnowanie tradycji i zwyczajów, które są dla nas ważne. Pomaga budowanie nowych relacji i nowych miejsc przynależności. Pomaga również akceptacja faktu, że nie wszystkie pytania muszą mieć natychmiastową odpowiedź. Niektóre rzeczy dojrzewają powoli. Tak jak poczucie domu, przynależności, zgoda na własną historię.

Żałoba migracyjna jako proces transformacji

Choć żałoba migracyjna zaczyna się od straty, nie kończy się wyłącznie stratą. Z czasem wiele osób odkrywa, że doświadczenie emigracji rozwinęło w nich umiejętności, których prawdopodobnie nie zdobyłyby w inny sposób. Nauczyły się zaczynać od nowa, budować relacje od podstaw i odnajdywać się w niepewności.

Nie oznacza to, że trudności były potrzebne ani że należy je idealizować. Oznacza jedynie, że doświadczenie straty może stać się częścią historii, z której wyrasta coś nowego. Być może właśnie dlatego wiele osób po latach mówi, że emigracja była jednocześnie jednym z najtrudniejszych i najbardziej rozwijających doświadczeń ich życia.

Podsumowanie

Żałoba migracyjna nie jest oznaką słabości, niewdzięczności ani błędu. Jest naturalną reakcją na to, że coś było dla nas ważne. Ludzie, miejsca, relacje. Codzienność, którą zostawiliśmy za sobą.

Być może najtrudniejszą częścią emigracji jest pogodzenie się z tym, że nie wszystko da się odzyskać. Nie wrócimy do kraju sprzed dziesięciu lat. Nie wrócimy do osoby, którą byliśmy przed wyjazdem. Ale możemy nauczyć się żyć z tym, co utracone, bez konieczności rezygnowania z tego, co nowe.

Bo czasem dojrzewanie na emigracji nie polega na wyborze pomiędzy dwoma światami. Polega na stworzeniu własnej odpowiedzi na pytanie, gdzie jest dom. I czasem okazuje się, że dom nie jest miejscem, do którego wracamy. Jest miejscem, które stopniowo tworzymy w sobie.

Bibliografia:

Achotegui, J. (2009). Migración y salud mental: El síndrome del inmigrante con estrés crónico y múltiple (Síndrome de Ulises). Zerbitzuan, 46, 163–171.

Achotegui, J. (2024). Migratory mourning as partial, recurrent and multiple mourning. Family and Community Medicine Magazine. https://josebaachotegui.com/en/migratory-mourning-published-family-and-community-medicine-magazine/

Boss, P. (1999). Ambiguous loss: Learning to live with unresolved grief. Harvard University Press.

Boss, P. (2006). Loss, trauma, and resilience: Therapeutic work with ambiguous loss. W. W. Norton & Company.

Serrano Díaz de Otálora, M., Gómez-Arnau Ramírez, J., Martínez de Velasco, R., & Andrada Meyer, J. (2011). Acculturation stress in immigrant population, migratory mourning and associated comorbidities. European Psychiatry26(S2), 476–476. doi:10.1016/S0924-9338(11)72183-6

Renner, A., Schmidt, V., & Kersting, A. (2024). Migratory grief: A systematic review. Frontiers in Psychiatry, 15, Article 1349517. https://doi.org/10.3389/fpsyt.2024.1349517