kobieta stoi na balkonie i ogląda widok na morze

Ciemna strona emigracji

Emigracja

Każdy przypadek jest indywidualny, dlatego pamiętaj, że artykuły nie zastąpią terapii!
Jeśli potrzebujesz wsparcia zarezerwuj spotkanie tutaj!

Autor: Katarzyna Lelów

Prolog

Dedykacja: Dla Marty, która jest moim jasnym punktem na mapie emigracji. 

Dla projektu Wszędzie Ważne, który dał mi możliwość pozostawienia tego świadectwa.

Nie czuję się emigrantką. Czuję się człowiekiem, który pewnego dnia posłuchał swojego wewnętrznego głosu i podjął odważną decyzję o zamieszkaniu w Algarve. Wiem jednak, że różne ujęcia socjologiczne, polityczne, a w końcu społeczne – tak mnie definiują. I to też jest ok, bo otwiera to we mnie inną perspektywę patrzenia na formułę życia, którą wybrałam.

Krok ku nowemu postawiłam bez konkretnego planu na życie poza granicami Polski.

Jedyne, co wiedziałam dotyczyło tego, że mogę pracować zdalnie, realizując się zawodowo jako copywriterka.

Do tego wpisu podchodziłam wiele razy. Okazało się, że napisanie wprost o realnych przeżyciach bez beletrystycznego blichtru albo wymogów briefu copywriterskiego po prostu mnie przerosło. Nie wiedziałam, od czego zacząć, co i jak opisać. Bałam się też odbioru. Co ciekawe, przy innych publikacjach raczej nie doświadczam takiego lęku ani rozterek. Siadam, myślę, piszę. 

W tym wypadku było inaczej. Do głowy przychodziło mi wiele kwestii, które mogłabym poruszyć, ale nie o wszystkich byłam/jestem gotowa pisać. Dlaczego? Bo są zbyt osobiste i prywatne, bo nie zrównoważyłam w sobie odczuć – które się z nimi wiążą – na tyle, abym mogła je wypowiedzieć. Są jednak takie, które zdecydowałam się pokazać. Daję więc świadectwo mojej szczerości. Na tyle, na ile pozwala mi własne JA.

Decyzja

Wyjazd na południe Portugalii był odpowiedzią na moją wewnętrzną potrzebę zmiany w życiu. Zaspokojeniem tęsknot albo próbą spełnienia marzeń. Ja nazywam go też reakcją duszy – czymś, co pochodzi spoza racjonalnego rozumienia świata.

Bałam się tej decyzji, wiedząc jednocześnie, że to szansa na odkrycie nowego. W głowie nieznośnie kłębiło się tysiące pytań, wobec których byłam bezradna. Jak tam będzie? Czy to ma sens? Czy uda mi się ułożyć życie poza krajem? Co ja właściwie robię? Kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale gdzieś głęboko we mnie drgało pragnienie, by kolejne etapy życia prowadzić w otoczeniu słońca, oceanu i słodkich kwiatów, kwitnących przez cały rok. Pragnęłam żyć w takim otoczeniu, bo kocham naturę i piękno.

Nie znałam wtedy realiów życia w Algarve, ani w Portugalii. Krajem zachwyciłam się z okna z samolotu, w drodze powrotnej z którejś z podróży. Widok był niesamowity – surrealistyczny, czerwono-pomarańczowy teren, usiany wzniesieniami z błękitnymi wstążkami rzek, wśród których wyróżniała się ta w kształcie jaszczurki. Trochę tak jakby Mars się zazielenił i pokrył siecią wód. Wtedy, podczas lotu, zapragnęłam Portugalii.

Wybór padł na Algarve, które błogosławione ciepłym wiatrem z Afryki, układa piaszczyste wydmy do snu w objęciach klifów o barwie królewskiej ochry. Kraina, zastawiająca obficie stoły, napełniająca żołądki słodkim smakiem pieczonych kasztanów, a zmysły kalejdoskopem wrażeń.

Moje źródło radości, cierpienia, słonych łez i słodkiej euforii. 

Szkoła życia, w której progi weszłam niesiona wrodzonym optymizmem i pragnieniem przeżycia kolejnej przygody, tworzącej wspomnienia, które mimo upływu czasu – nie wyblakną w pamięci. Papierek lakmusowy dla moich międzyludzkich relacji. Wreszcie – lustro dla mnie samej.

Przeczytaj także: Rozterki na emigracji

Płonące pasją początki

Psychologowie najczęściej rozróżniają 4 etapy miłosnego związku.

  • zakochiwanie się,
  • przejście w romantyczny związek,
  • rozczarowanie,
  • budowanie trwałej i długoletniej relacji..

O moim związku z Portugalią mogłabym z powodzeniem opowiadać cierpliwemu psychologowi lub terapeucie. Dużo w nim wzlotów i upadków. Dużo wiedzy i świadectw o ludziach, przekonaniach, wyobrażeniach.

Przez pierwsze miesiące życia w Algarve każdy jego element uważałam za idealny, pozbawiony jakiejkolwiek rysy. Dni mijały na bezkreśnie radosnej kontemplacji leniwej portugalskiej rzeczywistości, nasycaniu się magią krajobrazów i wyobrażeniami o przyszłości, która miała wartkim strumieniem przepływać przez bujne ogrody Edenu. 

W tamtym czasie unosiłam się kilkanaście centymetrów nad algarvijską ziemią, pokrytą pomarańczowym lukrem i obietnicą SAMYCH DOBRYCH RZECZY. Kochałam Portugalię dziecinnie, naiwnie, a wszelkie nieprzychylne refleksje na jej temat spychałam do obszarów nieświadomości, o jakich nie wiedział nawet Jung. Dlaczego? Bo nie chciałam doświadczać bolesnych emocji i dopuścić do siebie możliwości rozczarowania.

Gdy dogoni nas codzienność

Rozczarowanie skradało się do mnie małymi krokami, ale lekceważyłam jego obecność, ignorowałam sygnały, udawałam, że nie widzę czegokolwiek, co by nie pasowało do mojego wyidealizowanego obrazka. W końcu boleśnie mnie dopadło. Przypominało trochę zderzenie z pędzącą ciężarówką, choć nie był to jeden moment, tylko zbiór różnych zdarzeń i interakcji. 

Porównywanie do ciężarówki – wiem banalne, ale moja wysoce wrażliwa osobowość dokładnie tak to odczuła. Ze zderzenia wyszłam poturbowana i smutna, i z poczuciem, że moja dziecięca naiwność w ogóle nie zamierza dorosnąć. 

Okazało się, że niektórzy urzędnicy, pracownicy poczty, sprzedawcy nie są tak przyjaźni, jak myślałam. Spotykały mnie różne, krzywdzące zachowania z ich strony. A to nie mogłam załatwić najprostszej formalnej sprawy – często w zasadzie nie mogłam dopełnić w ogóle jakichkolwiek formalności, które jako obywatelka Unii powinnam móc załatwić we w miarę normalnym trybie. Widziałam celowe utrudnianie mi pewnych działań, wymyślanie coraz to nowych dokumentów – tylko po to, abym nie mogła ich zdobyć.

Doświadczałam złośliwości, arogancji, lekceważenia, traktowania z góry i przewracania oczami, gdy słyszano, że nie mówię po portugalsku. Tłumaczyłam sobie, że to ciemna strona biurokracji. Tacy są ludzie. No i oczywiście powtarzałam jak mantrę: Taki jest cały świat! Nie przesadzaj! I takie tam.

Jednak najsmutniej odczułam chyba sytuacje, w których np. w restauracjach lub na lokalnych targach bezczelnie brano ode mnie o wiele więcej pieniędzy, ponieważ nie jestem Portugalką. Wykluło się we mnie poczucie, że obcokrajowiec to dla Portugalczyka chodząca skarbonka, z której bez żadnych zahamowań, a nawet z pewną premedytacją – czerpie korzyści. Uczucie, że jestem wykorzystywana czy naciągana zaczęło mi towarzyszyć w różnych sytuacjach i nieprzyjemnie wiercić dziurę w sercu. Doszło do tego, że straciłam ochotę do robienia zakupów na lokalnych targach. Nigdy nie wiedziałam, czy nie zapłacę rachunku 3 razy większego, niż powinnam.

Samotna w tłumie

Z etapem rozczarowania wiążą się jeszcze bardzo ważne odczucia: tęsknota i poczucie osamotnienia. 

Kiedy poziom dopaminy w moim organizmie drastycznie się zmniejszył, poczułam wszechogarniającą, nieznośną i dojmującą tęsknotę za Wrocławiem. 

Za tym, co znam i co zostawiłam, wyjeżdżając. 

Tęskniłam za ludźmi, za wrocławskimi rytuałami, a nawet za tymi elementami, które kiedyś mnie drażniły. Pojawiła się myśl o powrocie. Poczułam, że być może decyzja o wyprowadzce z kraju była zła. W tamtym okresie czułam się wyalienowana i osamotniona, pomimo że otaczali mnie ludzie. Czułam się obca, niechciana i nietolerowana w moim raju.

Miałam wrażenie, że miejsce, które stało się drugim domem – przestało nim być, a przyjazność i przychylność, jakie odczuwałam na początku, były tylko złudzeniem.

Emigracja miewa naprawdę bardzo ciężkie momenty.

Często oznacza konieczność konfrontowania się z trudnymi doświadczeniami lub całkowicie nowymi sytuacjami. Modeluje naszą osobowość. Warto mieć w tym procesie pomocną dłoń.

Pamiętam, że szukałam wtedy grup wsparcia Polaków, przebywających na emigracji. Potrzebowałam zjednoczenia w odczuwaniu tych trudnych przeżyć, dzielenia się nimi i gdzieś na samym końcu pragnęłam rozwiązania. Grupy nie znalazłam. 

Natknęłam się za to na kilka ofert pomocy psychologicznej dla osób na emigracji. Żadna jednak do mnie nie przemówiła. Po wymianie kilku wiadomości z dwoma psychologami i jednym coachem poczułam się totalnie rozczarowana. Okazało się, że osoby, u których szukałam wsparcia albo były za mało responsywne, albo zbyt nachalne w oferowaniu mi rozwiązań.

Teraz z perspektywy czasu wiem, jak ważne jest otrzymanie odpowiedniej pomocy w tego typu chwilach. 

Ja to wsparcie dałam sobie sama. Ale chcę też przekazać, że można sięgnąć po profesjonalną pomoc, bo ze wsparciem jest po prostu lżej. Taka jego idea.

Budowanie siebie od nowa

Uwielbiam proste, ludowe powiedzenie, że po każdej burzy wychodzi słońce. Tyle w nim prawdy, siły, nadziei i dobrej energii. No więc wypatrywałam na horyzoncie życiodajnej, złotej mocy słońca, potykając się raz po raz w portugalskiej rzeczywistości – tak różnej kulturowo i językowo od tej, w której się wychowałam. Powoli, nieśmiało, z różnym skutkiem, zaczęłam adaptować się do sytuacji. 

Proces adaptacji był żmudny i wciąż trwa. Postawiłam w nim na uważną obserwację siebie oraz pracę z własnymi emocjami i myślami, by lepiej radzić sobie z tym, co mnie spotyka. Zaczęłam też przyjmować portugalską rzeczywistość, taką jaką ona jest i akceptować fakt, że może wielu punktach różnić się od moich wyobrażeń i oczekiwać. Akceptacja, obserwacja, wewnętrzny dialog – to daje mi siłę do budowania. 

W adaptacji pomógł i pomaga mi jeszcze jeden istotny czynnik. Ja naprawdę kocham życie. Mam wrażenie, że zostałam tak zaprogramowana, aby dostrzegać w nim więcej plusów niż minusów. Może to banalne, może to truizm, ale taki mam sposób na jego przeżywanie. Miłość do życia jest moją mocą!

Krok po kroku, bogatsza w doświadczenia, zaczęłam patrzeć na życie w Algarve z innej perspektywy. Perspektywy, która ma w sobie przestrzeń nie tylko na jasne, ale też na ciemne strony portugalskiej rzeczywistości.

A co będzie dalej?

Może kiedyś ci jeszcze o tym opowiem.

Zapisz się i otrzymaj nasz bezpłatny przewodnik!

Odnajdź siebie — jak poczuć się “jak w domu”, gdziekolwiek jesteś?

Praktyczny przewodnik stworzony przez psycholożki, które same poznały wartość życia na styku kultur. Znajdziesz w nim konkretne ćwiczenia i transformacyjne pytania, które pomogą Ci stworzyć własną definicję "bycia u siebie" - niezależnie od miejsca na mapie.

* Pobierając za darmo nasz Ebook, zapisujesz się jednocześnie na nieodpłatny Newsletter, w którym dzielimy się z Tobą wiedzą z zakresu zdrowia psychicznego. Newsletter może zawierać również informacje o prowadzonej przez nas działalności w ramach Wszędzie Ważne (w tym informacji handlowych), informacji o naszych usługach, o nowych funkcjonalnościach naszej Strony internetowej i Gabinetu psychologicznego online, o organizowanych wydarzeniach czy informacji o prowadzonych kampaniach edukacyjnych (organizowanych najczęściej z wykorzystaniem mediów społecznościowych, takich jak Instagram, Facebook czy TikTok)