Na początek Krótka Bajka o Złości
Za górami, za lasami żyła sobie Złość. Była ogniście czerwona, skłębiona i samotna. Nikt Złości nie chciał – mówiono, że piękności szkodzi, że przez nią zrywają się relacje i wybuchają wojny. Przeciwstawiano ją szczęściu i zrzucano na nią wszystko, co najgorsze. Tak bardzo Złość była niechciana, że wielu wolało dusić w sobie niewygodę, znosić docinki i rezygnować ze swojego zdania tylko po to, by jej nie poczuć, a co dopiero wyrazić! Stawiano ją obok Agresji i mówiono, że są jak siostry bliźniaczki – nie do odróżnienia. Tymczasem Złość nie bez powodu była czerwona. Chodziło o to, by ją widzieć z daleka. Była jak świecąca się kontrolka w samochodzie, mówiąca, że coś jest nie tak. Złość mówiła “Halo, proszę pani, ten człowiek panią wykorzystuje!” albo “Przepraszam, proszę pana, ten ktoś wyśmiewa pana wartości”. No ale złości prawie nikt nie słuchał, więc chowała się za lękiem albo sztucznym uśmiechem. Potrafiła chować się bardzo długo, a w międzyczasie rosnąć, rosnąć i rosnąć, aż w końcu była tak duża, że nie mogła się już dłużej chować. Kiedy tak duża złość się pokazywała, znowu słyszała, że wszystko przez nią: ciche dni, awantury w pracy, pochopnie napisane maile. I tak błędne koło się dla niej zataczało raz po raz. Ale Złość nie była zła – była ludzka. Chciała, żeby ją widziano i słuchano.
Jaki to wielki temat te emocje! Można by pisać i pisać. Zaczynając od złości, która ma chyba najgorszy PR ze wszystkich emocji, poprzez smutek, który też często nie ma się gdzie podziać, do radości. I chociaż łatwo nam przychodzi podział na dobre i złe emocje, to sprawa wcale nie jest taka jasna. Bo czy złe może być to uczucie, dzięki któremu chcemy chronić swoich granic? To, które w trudnym czasie pozwala się zatrzymać? Albo to, które sygnalizuje o niebezpieczeństwie? Nikt nie chce się złościć, smucić i bać przez całe swoje życie. Ale to nie znaczy, że złość, smutek i lęk nie są nam potrzebne. Wręcz przeciwnie – bez nich trudno byłoby przetrwać.
Przeczytaj także: Zaburzenia nastroju – rodzaje, objawy, diagnoza.
Wszyscy przeżywamy emocje. To naturalne reakcje pojawiające się w odpowiedzi na zdarzenia, myśli, obrazy, zapachy czy dotyk. Są powiązane z zachowaniami, ale same emocje zachowaniami nie są – dają nam informacje, że coś się dzieje, natomiast niekoniecznie muszą nam dyktować, jak mamy się zachować. Złość nie jest tym samym co agresja. Smutek nie jest tym samym co chowanie się pod kocem na kilka godzin. Lęk nie jest unikaniem niebezpiecznych sytuacji. Kluczem jest pozwolić emocjom być – przypływać i odpływać – zamiast bronić się przed nimi, utykać w nich albo zachowywać się pod ich dyktando.

Myśl o emocjach
Lubię o emocjach myśleć, że są jak kontrolki ulokowane w naszych ciałach i umysłach. Kiedy świecą się na czerwono, dają nam sygnał, że jakieś potrzeby są niezaspokojone. Jesteśmy głodni, zmęczeni, niewyspani? Świeci się kontrolka ZŁOŚĆ. Czujemy się niekochani i niedocenieni. Świeci się kontrolka SMUTEK. To upraszczające przykłady, bo te kontrolki mogą się świecić na raz albo różne sytuacje mogą zapalać różne kontrolki u każdego z nas. Chcę jednak pokazać, że za tymi emocjami, które odbieramy jako negatywne czy przykre, stoją potrzeby: bycia bezpiecznym, bycia najedzonym, bycia szanowanym, bycia widzianym, bycia sprawczym…
Maria Kaczorowska, autorka Miłych Obrazków, jakiś czas temu przygotowała grafikę o funkcjach emocji. Na grafice jest napisane: “Strach chroni, złość daje siłę, smutek otula”. Tak to właśnie z tymi emocjami jest – są nam potrzebne, nawet gdy wystrzegamy się ich jak diabli. No bo jak się złościć, kiedy ciągle się słyszy, że złość piękności szkodzi? Albo jak smucić, gdy w dzieciństwie mówiono “taka ładna dziewczynka, a tak brzydko płacze”? A przecież gdyby nie te trudne emocje, nie byłoby tyle piękna i dobra na świecie! Kto by organizował protesty w słusznych dla siebie sprawach, wpływał na polityków, żeby zmienili prawo albo działał na rzecz niesprawiedliwości, gdyby nie złość? Kto by pisał liryczne ballady i książki miłosne, gdyby nie smutek? Kto by mobilizował się do nauki i zdawał egzaminy albo obmyślał programy profilaktyczne, gdyby nie lęk?
Emocje mają to do siebie, że mijają. Niektóre utrzymują się bardzo krótko, inne dłużej i z większą intensywnością się je odczuwa, ale w końcu opadają. Kiedy osiągają swój pik, łatwo działać, idąc za ich impulsem, przez co czasami pakujemy się w kłopoty. Ale to nie znaczy, że emocje są złe. Czasami po prostu trudno wytrzymać, żeby je po prostu czuć, bez zrobienia czegoś, by się ich pozbyć albo zakomunikować światu.
Przeczytaj także: Bezsenność – przyczyny, leczenie, zapobieganie.
Pamiętam taki dzień, gdy myślałam, że już nigdy nie wygrzebię się ze smutku. Że będzie jak ciężka, kilkukilogramowa kołdra pokrywająca mnie przez całe życie. A potem okazało się, że spod tej kołdry da się trochę wysunąć. I jeszcze trochę, aż do końca. Czasem znowu pojawia się kocyk albo kołderka smutku. Wiem, że bez nich byłoby mi się trudno zatrzymać i otulić. Są dni, gdy złość ze mnie kipi, rzucam przekleństwami, chodzę nerwowo i nie wiem, co ze sobą zrobić. Albo dni, gdy lęk hamuje mnie przed życiem w pełni – życiem, którym chcę żyć. To dni, w których nie pamiętam, że emocje mają swoje dobre funkcje. To dnie, w których cała jestem złością, smutkiem czy lękiem. I OK, w porządku, akceptuję to, czasem ponoszę konsekwencje. Ale są też dni, gdy potrafię wyczuć, które kontrolki się świecą. Siadam wtedy sama ze sobą, przyglądam się sobie, pytam, czego potrzebuję. Daję sobie przestrzeń, by czuć. Niech takich dni w naszych życiach będzie jak najwięcej!
Nie ignoruj swoich kontrolek, one mówią do Ciebie czule, troszczą się o Ciebie i chcą dla Ciebie dobrze. Masz prawo czuć. Koniec, kropka.

