O tym jak psychoterapia i pisanie książki pozwoliły mi uzdrowić traumę seksualną

Emigracja, Zdrowie psychiczne

Każdy przypadek jest indywidualny, dlatego pamiętaj, że artykuły nie zastąpią terapii!
Jeśli potrzebujesz wsparcia zarezerwuj spotkanie tutaj!

Cześć ,

Nie powiem Ci, co się stało, bo nie potrzebujesz tego wiedzieć.

A ja nie musiałam o tym mówić – ale nie miałam o tym pojęcia, dopóki nie poznałam Marty.

Wcześniej retraumatyzowałam się dwukrotnie, podczas dwóch różnych terapii.

Terapeutka pytała, to odpowiadałam.

A później przeżywałam.

Przeżywałam.

I przeżywałam.

W kolejnym procesie pytał mnie terapeuta.

I też przeżywałam, ale odpowiadałam, bo myślałam, że to pomoże.

Nie pomogło, wręcz przeciwnie, przeszkodziło, bo stres kipiał ze mnie tak, że czuć go było potem na kilometry, a przed snem zapomniane już dawno sceny ożywały pod powiekami.

Dlatego gdy Marta powiedziała mi, że być może powinnam pójść leczyć seksualną traumę do kogoś innego, cała się spięłam – nie chciałam uzdrawiać się z nikim innym, tylko z nią.

Chciałam uzdrawiać się z Martą, bo ufałam jej, jej wrażliwości i wiedzy, bo czułam się otulona jej energią, a na sesjach miałam przestrzeń do wyrażenia się i zatrzymania w uczuciach.

Potrzebujesz wsparcia: Skontaktuj się z nami.

Z każdym kolejnym spotkaniem czułam, jak mój układ nerwowy się uspokaja.

Jak uspokaja się moje roztrzęsione, zestresowane ciało.

Czułam jak osadza się w „tu i teraz”, gdy zaczynałam sesję od wgapiania się w ściany i masowania stóp, a kończyłam na podsumowaniu tego, co podziało się przez ostatnią godzinę.

Moje poplątane emocje uspokajały się i z bezładnego kłębka wysupływałam sensowne wątki.

A kiedy usłyszałam „nie muszę wiedzieć, co się stało”, poczułam, jakby z serca spadł mi wielki, ciężki i kanciasty głaz.

Gdy usłyszałam „co ci to zrobiło”, poczułam, że najważniejsza jestem ja-teraz. Nie ja-kiedyś, ja-krzywdzona, ja-w-kontekście-tego-co-sie-stalo, tylko ja po prostu.

Ja tu i teraz, zraniona, pragnąca zaleczyć nieświeże rany.

Poczułam się ważne.

Poczułam, że to ja z tu i teraz jestem ważniejsze, niż Ada sprzed lat.

A gdy ciężar na karku zmalał, powoli próbowałam nowych rzeczy.

 

Pamiętam, jak po raz pierwszy wyszłam sama przed dom, popatrzeć na pełnię księżyca

Owszem, uciekłam, gdy tylko niedaleko usłyszałam głosy.

Ale wyszłam.

Stałam z rękami w kieszeniach ciężkiego, wełnianego płaszcza, otulona wielkim kapturem i słuchając szumu morza, wgapiałam się w pełnię.

Pamiętam jak po raz pierwszy w nocy wyszłam po męża i znajomych, by spotkać się z nimi w połowie drogi do pubu.

Po drodze żul zaśpiewał dla mnie „Hello, is it me you looking for”, a ja się roześmiałam.

Bałam się, zanim się do mnie odezwał.

Ale przeszłam obok niego i nic się nie stało.

Z czasem zaczęłam dostrzegać, utulać i akceptować mój strach i robić rzeczy nie wbrew niemu, a razem z nim i wtedy życie stało się łatwiejsze.

Lżejsze.

Moje traumy wrzuciłam w książkę.

W  jedną z postaci.

Napisałam sceny, których unikam jak ognia, tak samo w książkach, jak i w filmach, ale napisałam je tak, że mnie nie retraumatyzują.

Inn_ mówią, że są to bardzo mocne fragmenty.

Że trudno się to czyta.

A ja pisałam tak, jak mówiłam na terapii.

O odczuwaniu.

O zmysłach.

O emocjach.

O tym, co się dzieje, gdy zdradza Cię nie tylko druga osoba, ale również Twoje własne ciało.

I może dlatego ten tekst jest tak trudny w odbiorze.

Bo nie jest ani o wydarzeniu, ani o sprawcy.

Jest o tym, co czuje ofiara.

Nie zrobiłam tego, żeby szokować.

Zrobiłam to, bo wk*rwia mnie współczesna popkultura, gdzie gw*łt to rekwizyt, a sprawcom poświęca się więcej uwagi, niż ofiarom.

A ponieważ nie lubię się wk*rwiać z założonymi rękami, to w powieści stworzyłam miejsce, by to ludzie, którzy doświadczyli przemocy, opowiedzieli swoją historię.

Wcześniej na jednym ramieniu posadziłam mój gniew, na drugim lęk, i poszłam czytać o tym, co innym osobom zrobiło takie doświadczenie.

Żeby nie pisać bzdur.

Być może nigdy nie sprzedam tej książki.

Może nie wbije się w target, może żadne wydawnictwo jej nie zechce.

Może.

A może jednak ktoś ją weźmie pod swoje opiekuńcze skrzydła i może komuś da nadzieję – bo mimo przemocy, o jakiej piszę, jest to historia o uzdrawianiu

Mogłam wyrzucić gniew i złość, nie bojąc się, że zrobię tym komukolwiek krzywdę

Uzdrowiło mnie nie tylko to, że przetargałam moją postać przez piekło, ale też to, co w bezpiecznej przestrzeni białego ekranu mogłam zrobić oprawcom.

Pisanie oddało mi poczucie kontroli nad moim życiem.

I chociaż czuję niepokój, podejmując trudne tematy i zastanawiam się, czy w ogóle komukolwiek jest potrzebna historia, którą stworzyłam, to wiem, że jest chociaż jedna taka osoba.

I jestem to ja.

Bo gdy już przeprowadziłam moją postać przez piekło, to stworzyłam zbiór opowiadań, które dzieją się „przed”. W którym jest dużo konsensualnego, fajnego, ciepłego seksu.

Taki zbiór, jaki sama chciałabym przeczytać.

I chociaż w otwartym zakończeniu czai się mrok, to myślę, że jest tam i nadzieja.

Mrok był też w moim życiu.

Stany lękowe i depresyjne, ataki paniki, bezsilność, trzymająca mnie w czterech ścianach mojego domu.

Byłam tam.

I czasem myślałam, że z tej otchłani nie ma wyjścia, że wiecznie będę się pogrążać, ale wtedy na swojej drodze spotkałam ludzi, którzy wyciągnęli do mnie pomocne dłonie i pomogli mi wstać z kolan.

Ludzi, którzy nie negowali moich uczuć, nie tłumaczyli mi świata, nie mówili, że jest inaczej, niż ja czuję.

Dlatego Louisa i Annę, bohaterów mojej książki, ciągnie do siebie

Bo poznają się po to, by móc zaleczyć swoje traumy.

I to jest najważniejsze.

Zdecydowanie ważniejsze od tego, co stało im się w przeszłości.

Bo najistotniejsi są oni „tu i teraz”, poranieni, zlęknieni, niepewni.

Przeszłość jest częścią ich życia.

I tylko częścią.

Tylko i aż.

Częścią, której ślady noszą w sobie tak, jak my nosimy nasze rany, które inni pomagają nam zaleczyć.

Są takie osoby.

Dlatego nie powiem Ci, co się stało, bo nie musisz tego wiedzieć.

Ale musisz wiedzieć, że są ludzie, którym warto i można zaufać, tak samo, jak istnieją różne sposoby na uleczenie ran duszy.

Dla mnie było to pisanie książki.

Dla Ciebie może być to malarstwo, spacery, rozmowy, świadome śnienie.

Nie poddawaj się.

Szukaj.

Aż wreszcie trafisz na kogoś, kto pomoże Ci nakleić plasterek na duszę.

Lub coś.

Jestem tego pewna.

To musisz wiedzieć, jeśli skaleczyło Cię życie.

To jest

zawsze

i wszędzie

ważne.

 

Adzik

Zapisz się i otrzymaj nasz bezpłatny przewodnik!

Odnajdź siebie — jak poczuć się “jak w domu”, gdziekolwiek jesteś?

Praktyczny przewodnik stworzony przez psycholożki, które same poznały wartość życia na styku kultur. Znajdziesz w nim konkretne ćwiczenia i transformacyjne pytania, które pomogą Ci stworzyć własną definicję "bycia u siebie" - niezależnie od miejsca na mapie.

* Pobierając za darmo nasz Ebook, zapisujesz się jednocześnie na nieodpłatny Newsletter, w którym dzielimy się z Tobą wiedzą z zakresu zdrowia psychicznego. Newsletter może zawierać również informacje o prowadzonej przez nas działalności w ramach Wszędzie Ważne (w tym informacji handlowych), informacji o naszych usługach, o nowych funkcjonalnościach naszej Strony internetowej i Gabinetu psychologicznego online, o organizowanych wydarzeniach czy informacji o prowadzonych kampaniach edukacyjnych (organizowanych najczęściej z wykorzystaniem mediów społecznościowych, takich jak Instagram, Facebook czy TikTok)