Poczucie zagubienia w życiu dorosłym potrafi być bardzo bolesne. Na zewnątrz wszystko może wyglądać „jak trzeba”: praca jest, relacje są, codzienność się toczy. A jednak w środku pojawia się myśl: „Czuję się kompletnie zagubionx. Nie wiem, dokąd zmierzam, nie wiem, czego chcę”.
Wiele osób opisuje ten stan podobnie: jakby wszyscy inni mieli mapę, a one stoją w swoim życiu jak na obcym dworcu – z poczuciem, że zgubiły kierunek. Taki kryzys często jest przeżywany w samotności i wstydzie. Łatwo wtedy uwierzyć, że „ze mną jest coś nie tak”, że to dowód niezaradności czy niedojrzałości.
W psychologii opisuje się takie momenty jako kryzysy rozwojowe albo kryzysy tożsamości – momenty, w których dotychczasowe odpowiedzi na pytania „kim jestem?” i „jak chcę żyć?” przestają wystarczać.[3] Poczucie zagubienia bardzo często jest sygnałem, że dotychczasowy sposób życia przestaje być wystarczający, a wewnętrzny system zaczyna się przebudowywać.
Czy to normalne, że jestem zagubiony w życiu?
Kiedy pojawia się myśl: „Czuję się zagubionx, jakbym nie pasowałx do własnego życia”, zwykle nie chodzi o pojedynczą sytuację, tylko o proces, który trwa od dłuższego czasu.
Przez lata można funkcjonować w rolach:
- tej odpowiedzialnej,
- tego zawsze dostępnego,
- tej, która „musi dawać radę”.
Te role działają jak wewnętrzne schematy – utrwalone wzorce myślenia, odczuwania i działania. Powstają często bardzo wcześnie, w odpowiedzi na to, jak wyglądały ważne relacje i oczekiwania wobec nas.[2] Podpowiadają, jak reagować i czego od siebie wymagać. Dają poczucie przewidywalności, a mózg bardzo lubi to, co zna. Z czasem zaczynają jednak zgrzytać. Pojawia się zmęczenie, irytacja, wrażenie, że to życie jest „jakieś nie moje”.
Wtedy dzieje się kilka rzeczy naraz:
- stare punkty odniesienia tracą moc – to, co było „normalne”, zaczyna uwierać,
- myśli się mnożą, a decyzje przestają być oczywiste,
- emocje stają się intensywniejsze – łatwiej o łzy, złość, bezsilność,
- pojawia się wrażenie, że wszystko jest „za dużo / za bardzo”.
Jeżeli w tle obecna jest niska samoocena – myśli typu „jestem do niczego”, „wszyscy inni radzą sobie lepiej” – poczucie zagubienia staje się jeszcze cięższe. Trudne wtedy zobaczyć w tym normalną reakcję na zmianę, a łatwo dołożyć sobie etykietę „ze mną jest coś nie tak”.
Temu tematowi poświęcony jest osobny tekst: Niska samoocena – objawy, przyczyny, terapia

Mit: „Jeśli sobie radzę, nie powinno mi być trudno”
Powszechnym przekonaniem jest, że:
Popularny, ale bardzo krzywdzący mit mówi, że „radzenie sobie” oznacza brak trudnych stanów. W tej logice:
- osoba, która ma ogarnięte życie, jest spokojna, zdecydowana i pewna siebie,
- ktoś, kto mówi „czuję się zagubionx, nie wiem, co dalej”, automatycznie „sobie nie radzi”.
Tymczasem klasyczne koncepcje radzenia sobie ze stresem pokazują, że radzenie sobie to proces, a nie stan idealnej równowagi.[1] Obejmuje ocenę sytuacji, emocje, próby poradzenia sobie, czasem wycofanie, czasem szukanie wsparcia. To, że jest trudno, nie znaczy, że sobie nie radzisz – może znaczyć, że mierzysz się z czymś naprawdę ważnym.
W praktyce często mylimy:
- brak objawów (czyli „nic nie czuję, jakoś lecę dalej”),
ze
- zdrowym radzeniem sobie (czyli „widzę, co się ze mną dzieje, szukam sposobów, by to unieść, krok po kroku coś zmieniam”).
Mówi się, że człowiek w kryzysie ma większą szansę na przebudowę tożsamości niż ktoś, kto nigdy nie dopuszcza do siebie trudnych pytań.[3]
Poczucie zagubienia jest oznaką zdrowienia
Przez lata mogłeś żyć w trybie „muszę dawać radę”. W pracy bierzesz odpowiedzialność za wiele osób, w domu jesteś tą, na której wszyscy mogą polegać, w relacjach rzadko mówisz o swoich potrzebach. Wewnętrzna instrukcja brzmi: „Jeśli nie będę silnx, wszystko się rozsypie”.
To może być przykład schematu nadodpowiedzialności – bardzo cenionego społecznie, ale wyniszczającego, jeśli jest jedynym dostępnym trybem funkcjonowania.
Z czasem ciało zaczyna wysyłać sygnały: przewlekłe zmęczenie, napięcie, bezsenne noce, płaczliwość. Pojawia się myśl: „Nie dam tak rady jeszcze pięć czy dziesięć lat”.
Kiedy taka osoba zaczyna wprowadzać zmiany – odmawiać dodatkowych obowiązków, dzielić się odpowiedzialnością, mówić „nie” tam, gdzie wcześniej automatycznie mówiła „tak” – przeżywa często okres bardzo silnego zagubienia. Myśli: „Nie wiem już, kim jestem, skoro nie jestem tą, która zawsze ogarnia”.
Czuje, że traci dotychczasową tożsamość, a nowej jeszcze nie ma. To moment, w którym „stare ja” nie działa, a „nowe ja” dopiero się tworzy. Naturalny etap każdej głębszej zmiany.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak cofanie się w rozwoju, regres. Z czasem okazuje się jednak, że to etap „czyszczenia” starych ról, lojalności i przekonań. Starych automatycznych stretegii (np. zaciskania zębów i udawania, że wszystko jest w porządku) i zaczynasz szukać innych. To, co przez lata dawało pozorną stabilność, okazało się zbyt kosztowne. Dopiero po tym czasie wewnętrznego chaosu zaczyna się wyłaniać życie bardziej w zgodzie ze sobą: mniej przepracowania, więcej odpoczynku, relacje oparte na wzajemności, a nie tylko na braniu na siebie.
To nie jest wyjątkowa historia. Wiele osób przechodzi podobny proces: najpierw poczucie „rozsypania”, dopiero potem – powoli – coś, co przypomina nowy porządek.

Skąd wiedzieć, że radzisz sobie lepiej, niż ci się wydaje?
Kiedy pojawia się uczucie: „czuję się zagubiona, co robić”, w głowie zwykle jest długa lista tego, co nie działa: trudności z koncentracją, wahania nastroju, niekończące się „nie wiem”. Łatwo wtedy przegapić sygnały, że coś w środku mimo wszystko zaczyna się układać.
Psychologia zwraca uwagę na mikrooznaki adaptacji – drobne sygnały, że system uczy się nowych sposobów reagowania.[3] To mogą być momenty, kiedy:
- zauważasz, co naprawdę czujesz, zamiast natychmiast to zagłuszać,
- komuś bliskiemu mówisz „jest mi trudno”, zamiast tylko „spoko, ogarniam”,
- odsuwasz się od relacji i sytuacji, które od lat cię raniły,
- wybierasz odpoczynek, choć w tle wciąż pojawia się poczucie winy,
- zatrzymujesz się przed kolejnym „tak”, które miałoby paść tylko ze strachu lub obowiązku.
Z boku wyglądają jak drobiazgi. W praktyce oznaczają, że tworzą się nowe „ścieżki” – inne niż te, które przez lata kazały ci zagryzać zęby i udawać, że wszystko jest w porządku. To właśnie na takich małych ruchach opiera się trwała zmiana.
Dlaczego zmiana tak boli?
Gdy pojawia się poczucie: „czuję się zagubionx, jakbym traciłx grunt pod nogami”, prawie zawsze w tle jest jakaś strata. Zmiana nie polega tylko na dodaniu czegoś nowego. Bardzo często wiąże się z pożegnaniem:
- dawnego obrazu siebie,
- ról, które wydawały się oczywiste,
- relacji i układów, które były znajome, choć trudne,
- sposobu funkcjonowania, który przez lata był „normalny”.
W psychologii podkreśla się, że każdej dużej zmianie towarzyszy element żałoby po tym, co znane.[3] Można tęsknić nawet za czymś, co było niewygodne, bo przynajmniej było przewidywalne. Smutek, lęk, złość i dezorientacja są w takim momencie naturalną reakcją, a nie dowodem, że „robisz coś źle”.
Psychika nie przełącza się z trybu „przed” na „po” jednym kliknięciem. Przez jakiś czas widać głównie bałagan: stare nawyki jeszcze nie odeszły, nowe nie są utrwalone, wewnątrz jest dużo „nie wiem”.
Jeśli chcesz przyjrzeć się temu szerzej, może cię zainteresować też ten tekst: Proces, który może nas skomplikować, ale również wzbogacić.
Jak być ze sobą, gdy czujesz się zagubionx
Kiedy poczucie zagubienia jest bardzo intensywne, pojawia się silna potrzeba szybkiego „ogarnięcia się”: znaleźć odpowiedź, podjąć decyzję, wrócić do dawnej formy. W świecie, w którym wszyscy wydają się mieć plan i „strategię na życie”, bycie w miejscu „nie wiem” jest szczególnie trudne.
Pomocne bywa wtedy:
- ograniczenie porównywania się do innych – zwłaszcza do wycinków życia widocznych w social mediach,
- poszukanie choć jednej relacji, w której można powiedzieć „nie ogarniam” bez wstydu,
- danie sobie choć trochę prawa do tego, by nie wiedzieć od razu, co dalej.
W duchu podejścia opartego na zasobach – obecnego w badaniach nad stresem i zdrowiem psychicznym[1][3] – już samo to, że zatrzymujesz się przy swoim zagubieniu, zamiast je tylko zagłuszać, jest ważnym krokiem. To znak, że traktujesz swoje doświadczenie serio, a nie jak coś, co trzeba natychmiast zepchnąć na bok.
Poczucie zagubienia – nie wyrok, tylko etap
Kiedy wpisujesz w wyszukiwarkę „poczucie zagubienia w życiu dorosłym” albo „dlaczego czuję się tak zagubionx”, szukasz ulgi i nadziei, że to, co przeżywasz, ma jakiś sens.
Ten tekst nie da jednej recepty, bo każda historia jest inna. Może jednak przypomnieć, że to, że dziś przeżywasz kryzys i dezorientację, nie oznacza, że „zawsze już tak będzie”. Bardzo często oznacza, że dotychczasowe schematy przestały wystarczać i w środku coś ważnego zaczęło się poruszać.
Nie musisz lubić tego etapu. Nie musisz się nim zachwycać. Wystarczy, że nie uznasz automatycznie, iż zagubienie jest dowodem, że „coś jest z tobą nie tak”.
Bardzo możliwe, że radzisz sobie lepiej, niż jesteś w stanie to teraz zobaczyć. To, że nie widzisz jeszcze wyraźnie kierunku, nie znaczy, że go nie ma. Czasem to po prostu znaczy, że jesteś w połowie drogi – dokładnie tam, gdzie ma prawo być ktoś, kto naprawdę coś w swoim życiu zmienia.
Bibliografia:
[1] Lazarus, R. S., & Folkman, S. (1987). Proces radzenia sobie ze stresem. W: H. Sęk (red.), Psychologia kliniczna. PWN.
[2] Siegel, D. J. (2016). Rozwój umysłu: Jak relacje wpływają na kształtowanie się człowieka. Wydawnictwo MiND.
[3] Sęk, H. (red.). (2005). Psychologia zdrowia. PWN.

